szacunek

Pracuję z Lu od początku, odkąd ją mam nad posłuszeństwem. Od pół roku nad sztuczkami. Uczyłam ją naprowadzaniem, pokazując jakoś czego chcę i jak to robiła – mega chwaląc. Potem się naczytałam i w związku z tym zaczęłam frustrować, że Lunka nie uczy się tak jak inne psy, że nie kombinuje, że nie oferuje nowych zachowań. Że wszystko jej trzeba pokazać, na wszystko naprowadzić. I wiecie co? Moja suka po prostu tak ma i to jest cudowne. W tym jest najlepsza i tak właśnie się uczy.

Nie będzie zmuszania jej na siłę do myślenia, nie mam powodu tego robić, skoro uczy się przez naprowadzanie – to to jest ok. Z szacunku dla jej sposobu uczenia się i z potrzeby dopasowania się do niej tak właśnie będziemy pracować. I już.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

coś, czego Wasz pies miał nigdy się nie nauczyć..

.. macie to? taką rzecz, której na różne sposoby próbowaliście nauczyć swojego psa i w żadnej z tych opcji to się nie udawało? sztuczkę, czynność, ruch, którego Wasz pies NIE ROBI. Bo nie. I żadna zachęta nie pomaga, najlepsze smaki, rady behawiorystów/ek. Nie i już.

No to my tak miałyśmy z dawaniem łapy. Ba, z ruszaniem łapą przednią, jedną czy drugą. Myślą, że można COŚ zrobić łapą. “Luna jest niełapowa” mówiłam do wszystkich.

Fenka od szczeniaka uczona kombinowania jak robi coś nowego zrobi to nosem, łapą, całym ciałkiem i jeszcze Was obiegnie pięć razy. A potem znów pac łapą. A Lu nic.

A od dziś moja suka.. “przybija” piątki. W ciągu jednej sesji, z wyłapania, Lunka nauczyła się czegoś, co przez dwa i pół roku było w żaden sposób nieosiągalne. 

Jak to się stało? ano rozruszałam jej te łapy zupełnie przypadkiem. Zaczęło się od stawania przodem na deskorolce, potem oferowała stawanie na innych przedmiotach. Potem zaczęłam ją uczyć opierania się przednimi łapkami na komendę na mojej ręce (zgiętej w łokciu nad ziemią, równolegle do podłoża). A dziś jak to ćwiczyłyśmy suka zaczęła mnie pyrgać jedną łapą. No to bach, zakończyłam ćwiczenie z opieraniem się obiema łapkami, przerwa i ćwiczymy to pyrganie, które zostało zaoferowane. I w ciągu 10 minut miałyśmy to cholerne, wymarzone (tym bardziej, że nijak dotąd nieosiągalne) przybijanie piątek.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

o CS’ach

Kończę właśnie czytać książkę Turid Rugaas “Sygnały uspokajające. Jak psy unikają konfliktów”, w której to autorka opisuje między innymi kilka historii z życia wziętych. Ja ku pamięci opiszę dwie zaobserwowane.

1) To będzie o Lunie i tym jednym obszczekanym psie 😉 otóż Lu kiedy go zobaczyła – zwolniła kroku, następnie starannie obwąchała trawnik wokół siebie, siknęła (pies był wtedy z 15-20 m od nas) i dopiero jak się zbliżył bardziej zaczęła szczekać. Możliwy wniosek? na samo zbliżanie się psa, które uznała za zagrażające zareagowała serią mocnych sygnałów uspokajających. Być może tamten pies by wcale do nas nie podszedł, ale nie miał wyjścia, był na smyczy.

2) Druga historia jest znacznie smutniejsza. Miałam okazję obserwować parę – mężczyznę z psem (rasy nie rozpoznałam), czekających na egzamin z posłuszeństwa. Człowiek stał, pies głównie siedział obok niego. Gdy tylko pies się ruszył, człowiek łapał za smycz i na obroży podwieszał psa w pozycji, w której ten tylko lekko zgiętymi tylnymi łapami dotykał ziemi. Trzymał go tak chwilę a potem sadzał. Pies w tym czasie zasypywał go CS’ami: oblizywał się, odwracał wzrok. Kiedy zostali zawołani na egzamin, pies mimo, że szedł przy nodze – był parokrotnie szarpnięty, chyba ‘dla zasady’ (na odległości jakiś 30-40 kroków). Jednym z elementów egzaminu było chodzenie przy nodze bez smyczy. Co zrobił ten pies spuszczony ze smyczy? dostał głupawki. Zaczął biegać w kółko i kompletnie zerwał kontakt z otoczeniem, biegał i biegał a kiedy wybiegał stres i się zmęczył, przywoływany ostrym tonem przez mężczyznę usiadł kilka kroków od niego, poza jego zasięgiem, znów nie patrząc mu w oczy, oblizując się, obwąchując ziemię. Siedział a potem leżał jak wmurowany ewidentnie próbując przeczekać aż jego przewodnikowi minie złość. Egzaminu oczywiście nie zdał.

To był ‘piękny’ przykład pracy człowieka z psem, w której człowiek nie zadał sobie ani grama trudu, żeby zrozumieć co pies do niego mówił. Co gorsza jego to chyba kompletnie nie interesowało a pies wysyłający sygnały uspokajające był moim zdaniem traktowany jako nieposłuszny i zapewne za to karany.

 

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

suk mi się zepsuł do reszty :)

Ja nie wiem o co chodzi, serio serio.. ale.. Lu na jakieś 50 psów miniętych przez nas w ostatnich kilku dniach obszczekała JEDNEGO! jednego. W dodatku dziś wyskoczył do nas mocno agresywny choć malutki sznaucerek (czy coś w typie) i Lu wyrwała do niego ale w ciszy a odwołana skupiła się natychmiast.

Tak wiem, ten wstęp ani literacki ani składny ale.. no po prostu – nie obszczekała! 7 czy 8 miesiąc pracy nam idzie i już tak ogromny efekt. Może to zasługa obozu, na którym tyle czasu była blisko psów i jakoś się oswoiła? wypróbowałam też dwie metody zalecane przez dwie różne osoby szkolące psy: jedno to lekkie ukłucie psa w bok – i to nie jest metoda pozytywna oraz na Lu działała tylko na początku a druga to rzucanie smyczy i odchodzenie od psa gdy tylko zaczyna ujadać (czyli zabieranie mu wsparcia). I to właśnie (mam wrażenie) podziałało. Zrobiłam to ze 3 razy w sumie i Lu bardzo szybko się zorientowała, że znacznie bardziej opłaca się nie szczekać i za to żreć niż szczekać i tracić mnie,

Posted in Uncategorized | Leave a comment

znów o klatce

Gdy opisywałam klatkowanie, napisałam też, że wiem, że Lu może przez miesiąc zostawać sama i spokojna aby potem nagle znów mieć problemy, płakać, niszczyć itd. No i się doczekałam tego właśnie po 2 miesiącach klatkowania i tygodniu spokojnego zostawania samej na obozie w pokoju, w klatce. Od pewnego momentu Lu zaczęła zgryzać pręty w klatce, powyginała je solidnie. Wróciłyśmy do domu i przedwczoraj zostawiona na parę godzin z rodzeństwem wygryzła pręty tak, że mogła wystawić z klatki głowę. W zasięgu znalazły się drewniane krzesło i noga od stołu. Krzesłu zszatkowała poprzeczny drążek stabilizujący, nodze wygryzła efektowną dziurę.

Dziś zostawiona w nieco mniejszej klatce Fenki, okryta kocem i z poduszką w środku wciągnęła kocyk, ale poduszki nie poszatkowała.

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

dogoterapia

Jeszcze w lipcu poszłam z Lunką na testy predyspozycji do dogoterapii w Stowarzyszeniu Zwierzęta Ludziom. Okazało się, że Lu wypadła na tych testach super – jako suka ostrożna, ale łagodna, nie bojąca się nowych zjawisk i ludzi, ale też nie szalejąca na ich widok z radości, zrównoważona.

Jednocześnie już po testach było wiadomo, że dogo może być dla nas opcją dodatkową, ale nie czymś, co Lu będzie robić w dużych ilościach. Tak czy siak byłam i jestem przeszczęśliwa bo bardzo chciałam, żeby Lunka pracowała z ludźmi.

Jako efekt testów zrobiłam podstawowy kurs dogoterapii a potem pojechałyśmy całym stadem na obóz dogoterapeutyczny. Ja na II stopień, A. na III, Fenka przygotowywać się do egzaminu PT i zdawać elementy na Psa Terapeutę a Lu nabywać pierwsze szlify w pracy, Karolek zaś towarzysko i ku uciesze :)) (ostatecznie i młody załapał się na szkolenia psie z grupą podstawową więc całe stado pracowało).

Pierwsze czego się obawiałam to kontakt Lu z innymi psami (a to nie lada gratka bo na obozie były 24 psy!). Pierwszego dnia Luna ogarnęła kontakt ze sforą w sposób nieźle akceptowalny. Przywitała się w miarę spokojnie z labkiem Rabanem ale wyskoczyła trochę do Tobiego i Ozzy’ego. Resztę psów obszczekiwała trochę z daleka. Potem socjalizowała się również z daleka. Pracowała na placu pięknie mimo bliskości tylu nowych kolegów i koleżanek. Co więcej w efekcie pracy, mimo braku bezpośredniego kontaktu prawie nie skakała do psów, a jednego ewidentnie polubiła (ot goldenia siła spokoju). Dodatkowo po pierwszych trzech dniach regularnych zajęć praktycznie przestała szczekać na psy.

Druga sprawa to sama praca i to czego się obie nauczyłyśmy (w tym też o sobie nawzajem). Po pierwsze mamy zaczętych kilka nowych sztuczek i umiejętności:

1) jeżdżenie na deskorolce – Lu najpierw wcale na nią nie stawała, byłam przekonana, że to jest nie do ogarnięcia. Cierpliwie próbowałam najpierw z małą a potem z dużą deską. I co się okazało – duża deskorolka była strzałem w dziesiątkę. Lu na nią staje, gdy odblokowuję kółka podjeżdża pół kroku – krok do przodu.

2) ósemki między nogami – zaczełyśmy od absolutnej podstawy czyli zrozumienia, że przechodzi się pod nogami bezpiecznie, że za to jest żarcie i w ogóle jest spoko 🙂 obecnie Lu kręci ósemki prowadzona przez moje ręce nawet jeśli nie ma w nich smaczka.

3) dostawianie się do nogi, ósemki tyłem (aka świadomość zadu) – to ćwiczenie było dla nas najtrudniejsze. Ze 4 sesje trwało zanim Lu zaczęła przechodzić zadem więcej niż 1 krok w bok (przednie łapy powinny być w tym samym miejscu). Cierpliwie jej pokazywałam o co mi chodzi i jesteśmy na etapie, w którym Lu potrafi na smaka dostawić się do lewej i prawej nogi oraz przechodzi tyłem pod moimi nogami. Wchodzi też tyłem na krawężnik.

Ćwiczenia z deską i dostawianiem pokazały mi coś ważnego – Lu czasem potrzebuje dużo czasu, aby zrozumieć o co mi chodzi. Ale nie było na obozie sytuacji, żebym musiała zrezygnować z ćwiczenia – pręcej czy później załapuje w czym rzecz!

Jest bardzo chętna do pracy, potrafi się pięknie nakręcać mimo naprawdę dużej intensywności jaka tam była, na każdym szkoleniu Lu dzielnie pracowała.

No i rzecz najważniejsza to zajęcia. Poszłyśmy z Lu na pierwszy ogień – Luna jako pierwszy pies z naszej grupy była ‘u dzieci’. Stresowałam się ogromnie, ona trochę też. Jednocześnie chwilę po tym jak weszła do sali, obwąchała ją i obejrzała – położyła się obok mnie z miną: ‘skoro mama mówi, że tu jesteśmy, to znaczy, że tak jest bezpiecznie’ i ucięła sobie drzemkę 🙂 niespecjalnie dziwiła się dzieciom poruszającym się w inny niż dotąd jej znany sposób, trochę się stresowała (ale bez przesady), zrobiła dokładnie wszystko to, o co ją poprosiłam i niczego o co poproszona by nie była (kiedy nie byłyśmy przy dzieciach leżała obok mnie, skupiając się na każdą moją komendę ‘uwaga’). Na omówieniu zajęć behawiorysta powiedział, że jest pozytywnie zaskoczony jej pracą na zajęciach, pokazał na co zwracać uwagę, mnie superwizorki pochwaliły za prowadzenie psa i ogólnie spuchłam z dumy.

Po raz kolejny zobaczyłam jak procentuje więź wypracowana z Lu przez te dwa lata, nasz kontakt, szkolenie, wszystko to czego się razem nauczyłyśmy. No i fakt, że Luna jest niesamowicie mądrą i dobrą suką też pomógł i mam nadzieję – będzie pomagał.

A na koniec anegdotka: Lu zyskała jeszcze przed obozem ksywę ‘baronowa’ oraz ‘Lucyna’ a na obozie została po prostu ‘baronową Lucyną’ gdyż mina z jaką patrzy na kotłujące się rodzeństwo jest miną arystokratki, która ‘do tego poziomu się nie zniża’. Chyba muszę ją zabrać na psie zajęcia antydyskryminacyjne 😛

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

klikamy

Nie pamiętam, czy pisałam o tym tutaj wcześniej czy nie, ale.. nie byłam specjalną fanką klikera na początku mojej przygody z Luną. Ani nawet później. Było tak głównie z powodu tego, że miałam wrażenie, że dla Lu kliker nie robi żadnej różnicy. Tzn jak jest to ok, jak go nie ma – pracuje tak samo.

Gadałam o tym z A., obserwowałam też Fenkę i Cha jak na kliker reagują i wyszło nam, że po pierwsze Lu nie ma ‘włączonego’ klikera (czyli skojarzenia, że klik=smakołyk) a po drugie, że warto próbować jednak go włączyć bo bardzo ułatwia pracę.

No więc zaczęłam od karmienia Lu ‘za darmo’ ale po kliknięciu oraz używam klikera jak ćwiczymy różne rzeczy i olewam czy ma go ‘włączonego’ czy nie, po prostu klikam. Dziś na spacerze zauważyłam, że kiedy klikałam dobre zachowanie, Lu zwracała natychmiast głowę w stronę saszetki, znaczy, że kojarzy już chyba, że klik oznacza żarcie. Na ile ma skojarzenie, że oznacza to zaznaczenie prawidłowego zachowania to nie wiem, ale będziemy nad tym pracować.

A w między czasie nauczyłam Lu komendy ‘noga’ a raczej odświeżyłyśmy to, bo młoda znała tę komendę jeszcze ze szkoły psiej, oferowała jej wykonanie jak bardzo się czymś podnieciła, ale na samą komendę słabo do nogi przychodziła. Szło opornie, naprowadzana smaczkiem robiła co trzeba, ale bez szału. Parę dni temu dałam jakąś inną komendę, nie pamiętam jaką, a Lu nie wiedząc co ma zrobić zaoferowała ‘nogę’. Czyli SAMA Z SIEBIE mnie obeszła i przy nodze usiadła! no to ja natychmiast zaczęłam z nią tę komendę ćwiczyć dodając do tego gest pokazujący gdzie ma pójść – ręka z wyciągniętym palcem naprowadzająca młodą. Jeszcze się ociąga, potrafi przysiąść idąc, ale coraz piękniej mnie obchodzi i powoli uczy się zatrzymać i usiąść przy nodze (z moją pomocą robi to bezbłędnie, sama zwykle ląduje znów przede mną).

Posted in Uncategorized | Leave a comment