szacunek

Pracuję z Lu od początku, odkąd ją mam nad posłuszeństwem. Od pół roku nad sztuczkami. Uczyłam ją naprowadzaniem, pokazując jakoś czego chcę i jak to robiła – mega chwaląc. Potem się naczytałam i w związku z tym zaczęłam frustrować, że Lunka nie uczy się tak jak inne psy, że nie kombinuje, że nie oferuje nowych zachowań. Że wszystko jej trzeba pokazać, na wszystko naprowadzić. I wiecie co? Moja suka po prostu tak ma i to jest cudowne. W tym jest najlepsza i tak właśnie się uczy.

Nie będzie zmuszania jej na siłę do myślenia, nie mam powodu tego robić, skoro uczy się przez naprowadzanie – to to jest ok. Z szacunku dla jej sposobu uczenia się i z potrzeby dopasowania się do niej tak właśnie będziemy pracować. I już.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

coś, czego Wasz pies miał nigdy się nie nauczyć..

.. macie to? taką rzecz, której na różne sposoby próbowaliście nauczyć swojego psa i w żadnej z tych opcji to się nie udawało? sztuczkę, czynność, ruch, którego Wasz pies NIE ROBI. Bo nie. I żadna zachęta nie pomaga, najlepsze smaki, rady behawiorystów/ek. Nie i już.

No to my tak miałyśmy z dawaniem łapy. Ba, z ruszaniem łapą przednią, jedną czy drugą. Myślą, że można COŚ zrobić łapą. “Luna jest niełapowa” mówiłam do wszystkich.

Fenka od szczeniaka uczona kombinowania jak robi coś nowego zrobi to nosem, łapą, całym ciałkiem i jeszcze Was obiegnie pięć razy. A potem znów pac łapą. A Lu nic.

A od dziś moja suka.. “przybija” piątki. W ciągu jednej sesji, z wyłapania, Lunka nauczyła się czegoś, co przez dwa i pół roku było w żaden sposób nieosiągalne. 

Jak to się stało? ano rozruszałam jej te łapy zupełnie przypadkiem. Zaczęło się od stawania przodem na deskorolce, potem oferowała stawanie na innych przedmiotach. Potem zaczęłam ją uczyć opierania się przednimi łapkami na komendę na mojej ręce (zgiętej w łokciu nad ziemią, równolegle do podłoża). A dziś jak to ćwiczyłyśmy suka zaczęła mnie pyrgać jedną łapą. No to bach, zakończyłam ćwiczenie z opieraniem się obiema łapkami, przerwa i ćwiczymy to pyrganie, które zostało zaoferowane. I w ciągu 10 minut miałyśmy to cholerne, wymarzone (tym bardziej, że nijak dotąd nieosiągalne) przybijanie piątek.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

o CS’ach

Kończę właśnie czytać książkę Turid Rugaas “Sygnały uspokajające. Jak psy unikają konfliktów”, w której to autorka opisuje między innymi kilka historii z życia wziętych. Ja ku pamięci opiszę dwie zaobserwowane.

1) To będzie o Lunie i tym jednym obszczekanym psie 😉 otóż Lu kiedy go zobaczyła – zwolniła kroku, następnie starannie obwąchała trawnik wokół siebie, siknęła (pies był wtedy z 15-20 m od nas) i dopiero jak się zbliżył bardziej zaczęła szczekać. Możliwy wniosek? na samo zbliżanie się psa, które uznała za zagrażające zareagowała serią mocnych sygnałów uspokajających. Być może tamten pies by wcale do nas nie podszedł, ale nie miał wyjścia, był na smyczy.

2) Druga historia jest znacznie smutniejsza. Miałam okazję obserwować parę – mężczyznę z psem (rasy nie rozpoznałam), czekających na egzamin z posłuszeństwa. Człowiek stał, pies głównie siedział obok niego. Gdy tylko pies się ruszył, człowiek łapał za smycz i na obroży podwieszał psa w pozycji, w której ten tylko lekko zgiętymi tylnymi łapami dotykał ziemi. Trzymał go tak chwilę a potem sadzał. Pies w tym czasie zasypywał go CS’ami: oblizywał się, odwracał wzrok. Kiedy zostali zawołani na egzamin, pies mimo, że szedł przy nodze – był parokrotnie szarpnięty, chyba ‘dla zasady’ (na odległości jakiś 30-40 kroków). Jednym z elementów egzaminu było chodzenie przy nodze bez smyczy. Co zrobił ten pies spuszczony ze smyczy? dostał głupawki. Zaczął biegać w kółko i kompletnie zerwał kontakt z otoczeniem, biegał i biegał a kiedy wybiegał stres i się zmęczył, przywoływany ostrym tonem przez mężczyznę usiadł kilka kroków od niego, poza jego zasięgiem, znów nie patrząc mu w oczy, oblizując się, obwąchując ziemię. Siedział a potem leżał jak wmurowany ewidentnie próbując przeczekać aż jego przewodnikowi minie złość. Egzaminu oczywiście nie zdał.

To był ‘piękny’ przykład pracy człowieka z psem, w której człowiek nie zadał sobie ani grama trudu, żeby zrozumieć co pies do niego mówił. Co gorsza jego to chyba kompletnie nie interesowało a pies wysyłający sygnały uspokajające był moim zdaniem traktowany jako nieposłuszny i zapewne za to karany.

 

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

suk mi się zepsuł do reszty :)

Ja nie wiem o co chodzi, serio serio.. ale.. Lu na jakieś 50 psów miniętych przez nas w ostatnich kilku dniach obszczekała JEDNEGO! jednego. W dodatku dziś wyskoczył do nas mocno agresywny choć malutki sznaucerek (czy coś w typie) i Lu wyrwała do niego ale w ciszy a odwołana skupiła się natychmiast.

Tak wiem, ten wstęp ani literacki ani składny ale.. no po prostu – nie obszczekała! 7 czy 8 miesiąc pracy nam idzie i już tak ogromny efekt. Może to zasługa obozu, na którym tyle czasu była blisko psów i jakoś się oswoiła? wypróbowałam też dwie metody zalecane przez dwie różne osoby szkolące psy: jedno to lekkie ukłucie psa w bok – i to nie jest metoda pozytywna oraz na Lu działała tylko na początku a druga to rzucanie smyczy i odchodzenie od psa gdy tylko zaczyna ujadać (czyli zabieranie mu wsparcia). I to właśnie (mam wrażenie) podziałało. Zrobiłam to ze 3 razy w sumie i Lu bardzo szybko się zorientowała, że znacznie bardziej opłaca się nie szczekać i za to żreć niż szczekać i tracić mnie,

Posted in Uncategorized | Leave a comment

znów o klatce

Gdy opisywałam klatkowanie, napisałam też, że wiem, że Lu może przez miesiąc zostawać sama i spokojna aby potem nagle znów mieć problemy, płakać, niszczyć itd. No i się doczekałam tego właśnie po 2 miesiącach klatkowania i tygodniu spokojnego zostawania samej na obozie w pokoju, w klatce. Od pewnego momentu Lu zaczęła zgryzać pręty w klatce, powyginała je solidnie. Wróciłyśmy do domu i przedwczoraj zostawiona na parę godzin z rodzeństwem wygryzła pręty tak, że mogła wystawić z klatki głowę. W zasięgu znalazły się drewniane krzesło i noga od stołu. Krzesłu zszatkowała poprzeczny drążek stabilizujący, nodze wygryzła efektowną dziurę.

Dziś zostawiona w nieco mniejszej klatce Fenki, okryta kocem i z poduszką w środku wciągnęła kocyk, ale poduszki nie poszatkowała.

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

dogoterapia

Jeszcze w lipcu poszłam z Lunką na testy predyspozycji do dogoterapii w Stowarzyszeniu Zwierzęta Ludziom. Okazało się, że Lu wypadła na tych testach super – jako suka ostrożna, ale łagodna, nie bojąca się nowych zjawisk i ludzi, ale też nie szalejąca na ich widok z radości, zrównoważona.

Jednocześnie już po testach było wiadomo, że dogo może być dla nas opcją dodatkową, ale nie czymś, co Lu będzie robić w dużych ilościach. Tak czy siak byłam i jestem przeszczęśliwa bo bardzo chciałam, żeby Lunka pracowała z ludźmi.

Jako efekt testów zrobiłam podstawowy kurs dogoterapii a potem pojechałyśmy całym stadem na obóz dogoterapeutyczny. Ja na II stopień, A. na III, Fenka przygotowywać się do egzaminu PT i zdawać elementy na Psa Terapeutę a Lu nabywać pierwsze szlify w pracy, Karolek zaś towarzysko i ku uciesze :)) (ostatecznie i młody załapał się na szkolenia psie z grupą podstawową więc całe stado pracowało).

Pierwsze czego się obawiałam to kontakt Lu z innymi psami (a to nie lada gratka bo na obozie były 24 psy!). Pierwszego dnia Luna ogarnęła kontakt ze sforą w sposób nieźle akceptowalny. Przywitała się w miarę spokojnie z labkiem Rabanem ale wyskoczyła trochę do Tobiego i Ozzy’ego. Resztę psów obszczekiwała trochę z daleka. Potem socjalizowała się również z daleka. Pracowała na placu pięknie mimo bliskości tylu nowych kolegów i koleżanek. Co więcej w efekcie pracy, mimo braku bezpośredniego kontaktu prawie nie skakała do psów, a jednego ewidentnie polubiła (ot goldenia siła spokoju). Dodatkowo po pierwszych trzech dniach regularnych zajęć praktycznie przestała szczekać na psy.

Druga sprawa to sama praca i to czego się obie nauczyłyśmy (w tym też o sobie nawzajem). Po pierwsze mamy zaczętych kilka nowych sztuczek i umiejętności:

1) jeżdżenie na deskorolce – Lu najpierw wcale na nią nie stawała, byłam przekonana, że to jest nie do ogarnięcia. Cierpliwie próbowałam najpierw z małą a potem z dużą deską. I co się okazało – duża deskorolka była strzałem w dziesiątkę. Lu na nią staje, gdy odblokowuję kółka podjeżdża pół kroku – krok do przodu.

2) ósemki między nogami – zaczełyśmy od absolutnej podstawy czyli zrozumienia, że przechodzi się pod nogami bezpiecznie, że za to jest żarcie i w ogóle jest spoko 🙂 obecnie Lu kręci ósemki prowadzona przez moje ręce nawet jeśli nie ma w nich smaczka.

3) dostawianie się do nogi, ósemki tyłem (aka świadomość zadu) – to ćwiczenie było dla nas najtrudniejsze. Ze 4 sesje trwało zanim Lu zaczęła przechodzić zadem więcej niż 1 krok w bok (przednie łapy powinny być w tym samym miejscu). Cierpliwie jej pokazywałam o co mi chodzi i jesteśmy na etapie, w którym Lu potrafi na smaka dostawić się do lewej i prawej nogi oraz przechodzi tyłem pod moimi nogami. Wchodzi też tyłem na krawężnik.

Ćwiczenia z deską i dostawianiem pokazały mi coś ważnego – Lu czasem potrzebuje dużo czasu, aby zrozumieć o co mi chodzi. Ale nie było na obozie sytuacji, żebym musiała zrezygnować z ćwiczenia – pręcej czy później załapuje w czym rzecz!

Jest bardzo chętna do pracy, potrafi się pięknie nakręcać mimo naprawdę dużej intensywności jaka tam była, na każdym szkoleniu Lu dzielnie pracowała.

No i rzecz najważniejsza to zajęcia. Poszłyśmy z Lu na pierwszy ogień – Luna jako pierwszy pies z naszej grupy była ‘u dzieci’. Stresowałam się ogromnie, ona trochę też. Jednocześnie chwilę po tym jak weszła do sali, obwąchała ją i obejrzała – położyła się obok mnie z miną: ‘skoro mama mówi, że tu jesteśmy, to znaczy, że tak jest bezpiecznie’ i ucięła sobie drzemkę 🙂 niespecjalnie dziwiła się dzieciom poruszającym się w inny niż dotąd jej znany sposób, trochę się stresowała (ale bez przesady), zrobiła dokładnie wszystko to, o co ją poprosiłam i niczego o co poproszona by nie była (kiedy nie byłyśmy przy dzieciach leżała obok mnie, skupiając się na każdą moją komendę ‘uwaga’). Na omówieniu zajęć behawiorysta powiedział, że jest pozytywnie zaskoczony jej pracą na zajęciach, pokazał na co zwracać uwagę, mnie superwizorki pochwaliły za prowadzenie psa i ogólnie spuchłam z dumy.

Po raz kolejny zobaczyłam jak procentuje więź wypracowana z Lu przez te dwa lata, nasz kontakt, szkolenie, wszystko to czego się razem nauczyłyśmy. No i fakt, że Luna jest niesamowicie mądrą i dobrą suką też pomógł i mam nadzieję – będzie pomagał.

A na koniec anegdotka: Lu zyskała jeszcze przed obozem ksywę ‘baronowa’ oraz ‘Lucyna’ a na obozie została po prostu ‘baronową Lucyną’ gdyż mina z jaką patrzy na kotłujące się rodzeństwo jest miną arystokratki, która ‘do tego poziomu się nie zniża’. Chyba muszę ją zabrać na psie zajęcia antydyskryminacyjne 😛

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

klikamy

Nie pamiętam, czy pisałam o tym tutaj wcześniej czy nie, ale.. nie byłam specjalną fanką klikera na początku mojej przygody z Luną. Ani nawet później. Było tak głównie z powodu tego, że miałam wrażenie, że dla Lu kliker nie robi żadnej różnicy. Tzn jak jest to ok, jak go nie ma – pracuje tak samo.

Gadałam o tym z A., obserwowałam też Fenkę i Cha jak na kliker reagują i wyszło nam, że po pierwsze Lu nie ma ‘włączonego’ klikera (czyli skojarzenia, że klik=smakołyk) a po drugie, że warto próbować jednak go włączyć bo bardzo ułatwia pracę.

No więc zaczęłam od karmienia Lu ‘za darmo’ ale po kliknięciu oraz używam klikera jak ćwiczymy różne rzeczy i olewam czy ma go ‘włączonego’ czy nie, po prostu klikam. Dziś na spacerze zauważyłam, że kiedy klikałam dobre zachowanie, Lu zwracała natychmiast głowę w stronę saszetki, znaczy, że kojarzy już chyba, że klik oznacza żarcie. Na ile ma skojarzenie, że oznacza to zaznaczenie prawidłowego zachowania to nie wiem, ale będziemy nad tym pracować.

A w między czasie nauczyłam Lu komendy ‘noga’ a raczej odświeżyłyśmy to, bo młoda znała tę komendę jeszcze ze szkoły psiej, oferowała jej wykonanie jak bardzo się czymś podnieciła, ale na samą komendę słabo do nogi przychodziła. Szło opornie, naprowadzana smaczkiem robiła co trzeba, ale bez szału. Parę dni temu dałam jakąś inną komendę, nie pamiętam jaką, a Lu nie wiedząc co ma zrobić zaoferowała ‘nogę’. Czyli SAMA Z SIEBIE mnie obeszła i przy nodze usiadła! no to ja natychmiast zaczęłam z nią tę komendę ćwiczyć dodając do tego gest pokazujący gdzie ma pójść – ręka z wyciągniętym palcem naprowadzająca młodą. Jeszcze się ociąga, potrafi przysiąść idąc, ale coraz piękniej mnie obchodzi i powoli uczy się zatrzymać i usiąść przy nodze (z moją pomocą robi to bezbłędnie, sama zwykle ląduje znów przede mną).

Posted in Uncategorized | Leave a comment

w podróży

Podlinkuję tylko bo podróż już opisana przez A. :))

http://krzakturlakpies.blogspot.com/2013/07/stado-w-podrozy-czyli-road-trip.html

Posted in Uncategorized | Leave a comment

to jak Lu sie zmienia i ogarnia jest nieustajaco fascynujace

Idziemy sobie dziś do pracy z Lu, idziemy na piechotę, przez park. Jeszcze na osiedlu spotykamy psa (na kolczatce :(( ), który po drugiej stronie ulicy ujada na nas zajadle, wyrywając się swojej przewodniczce. A Lu na to: jeden szczek, podskok jakiś taki śmieszny i nagle.. suka patrzy na mnie. Ja jej mówię cicho i spokojnie ‘nie’ a ona na to: ‘a ok, to idźmy dalej, będę cicho’. Klik smakołyk.

W parku wielki golden przecina naszą drogę, jest bez smyczy. Widzę, że Lu się zasapała, ale nie reaguję, czekam co będzie a ona.. idzie, sapie i nagle: spojrzała na mnie! klik i smakołyk. Ani jednego szczeknięcia.

Kolejna próba: mały kundelek bez smyczy, chce podejść. Lu spokojna, uspokajam ją dodatkowo jak się wita. Wprawdzie ogon na napinie w górze i lekko sztywne łapy, ale bez żadnych wyskoków itego ogromnego napięcia, które w niej widzę czasami w kontaktach z psami. Obwąchała się grzecznie a kundelek się znudził i pobiegł.

Jak widzicie pracujemy teraz z klikerem na zewnątrz i to bardzo pomaga, Lu sie lepiej skupia i lepiej zachowuje jak kliker jest w ruchu.

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

z życia stada

Porcja nowych dysków dla Fenki (po cichu liczę, że uda się też Lunkę nakręcić na frisbee):Obrazek

Fenek się tuli. U niej jest tak, że wpada na krótkie sesje tulactwa na kanapę, po minucie sobie idzie, ale pewnie znów wróci 🙂
Obrazek

Lu i Charlie zostali ze mną, A. z Fen w pracy. Jesteśmy na łączce na spacerze i ćwiczymy zostawanie na komendę. Mina Cha :DD Charlie to jeden z mądrzejszych i bardziej starających się w pracy psów jakie widziałam. On po prostu stoi i kombinuje: ‘co chciałaś? co mam zrobić? hmm… siad? jupiii to chciałaś! ciamk ciamk pyszny smaczek!’ (to jak Cha ogarnął komendę ‘delikatnie’ i pobiera wargami smaczki jest naprawdę wzruszające przy jego sile, szczękach):

Obrazek

A to zrobiły sobie suki same w czasie sesji głasków. Nazywam to psim dominem 😀 żadna psa nie ucierpiała w czasie robienia tego zdjęcia 😀 Fena wygina się tak 100 razy dziennie dając brzuch do głaskania, albo.. zasypiając 😀Obrazek

Posted in Uncategorized | Leave a comment

nieustająco się klatkujemy i inne niusy

To będzie długi wpis więc podzielę go nagłówkami dla uporządkowania.

Jesteśmy z używaniem klatki na takim etapie, że Lu zostaje w niej u A. już na ponad 4 godziny. Miałyśmy jedną skargę sąsiadki, że pies szczeka. I że na pewno to Lu (mimo, że w mieszkaniu zostały wszystkie trzy potwory). Sprawdziłyśmy z jeszcze jednymi sąsiadami. Każdy powrót do domu to nasłuchiwanie. Psy nie szczekają. Żadne z nich.

Zachowania zastępcze

Jak pisałam najpierw została ze 2 razy na paręnaście minut sama w domu (tzn z innymi psami). Była tak spokojna, że nawet się nie kręciła. Kolejny krok to było zostawienie jej na godzinę. Okryłam jej klatkę prześcieradłem dla większego komfortu. Po moim powrocie prześcieradło było wciągnięte do klatki, ale nawet go nie zgryzła. Kolejnym razem została z poduchą, którą dostała od Deksia. Zrobiła confetti z jednej jej części plus wciągnęła prześcieradło. Przy kolejnym zostaniu – confetti z drugiej części poduchy i pożarty kawałek kanapy, który nieopatrznie znalazł się w zasięgu jej zębów wystających z klatki plus ponownie prześcieradło wciągnięte do klatki. 

Dlaczego wieszam jej prześcieradło mimo, że je wciąga do środka, wygryza w nim dziury? dlaczego daję jej poduszkę mimo, że robi z niej confetti? ano właśnie dlatego 🙂 jest to jedna z dwóch metod, których czytałam na blogu Białego Jacka: zachowania zastępcze – czyli dawanie psu do klatki czegoś co może sobie mamlać/lizać, zeby rozładować stres. Lu póki co jest niezabawkowa. Nie interesuje się zabawkami wcale (ok, poza opisywaną już skarpetą, co oznacza, że zachęcona i podkręcona może się bawić wszystkim – to mamy do ogarnięcia jeszcze). Skoro wciąga sobie prześcieradło, to znaczy, że to jej zajmuje czas i uwagę. Skoro tnie gąbkę na confetti zębami to znaczy, że jednocześnie nie ma szans szczekać – proste i skuteczne 🙂 oczywiście komuś może przeszkadzać sprzątanie po niej. Ja się tylko cieszę, że to ją zajmuje. Zresztą – dziś była w klatce jakieś 3,5 godziny i zgadnijcie co? prześcieradła nie ściągnęła, żadnych skarg na szczekanie nie ma. Może mamy kolejne sukcesy w sklatkowaniu? (inna sprawa, że znam ją i wiem, że może przez miesiąc zostawać sama spokojnie a potem będzie miała gorszy dzień i znów coś rozwlecze, zmemła itd).

Odczulanie

Inną rzeczą o której pisze autorka Białego Jacka, a która wydała mi się mocno aplikowalna do przypadku Lu to zobojętnianie jej na bycie w zamkniętej klatce. Jak pisałam od początku – Lu potrafi w zamkniętej klatce przespać całą noc jeśli jestem w domu. Zdarzyło mi się ją zamknąć i zapomnieć, że jest zamknięta, kręcić się po domu bez jej żadnej, ŻADNEJ reakcji, o ile byłam w mieszkaniu. Kładzie się po chwili od zamknięcia i drzemie. 

Kiedy wciągnęła prześcieradło, zsiekała poduszkę, poskarżyła się sąsiadka, zaczęłam się martwić, że Lu może jednak źle znosi zostawanie w tej klatce sama w domu. Tyle, że po moim powrocie, po pierwszym ataku mega emocji, pies jak się uspokoi, wchodzi do klatki sam albo zachęcony i nawet w niej zamknięta po chwili się kładzie. Wniosek: traumy klatkowej brak, za to pępowina trzyma nas mocno. 

Zobojętniam ją więc na fakt siedzenia w klatce, zamykam ją też jak wychodzę a A. zostaje, raz na dłużej raz na krócej. Psy dostają też pyszne kongi, żeby się nie rozdarły jak wychodzimy i żeby im wyjście człowieka z domu skojarzyć z pysznym żarciem. Działa rewelacyjnie. 

Ostatnia rzecz, to coś co stosuję we wszsytkich mieszkaniach, w których się da a więc niekorzystanie z automatycznego otwierania drzwi do budynku domofonem na kod, gdyż domofon ten charakterystycznie piszczy i psy wiedzą, że wraca człowiek. Kończy się to wielkim a bezsensownym nakręceniem się zanim wejdę do mieszkania. Lu i tak szaleje jak wracam, ale wyeliminowanie kodu skraca ten czas do minimum. Próbowałam czekać aż przestanie w klatce drobić, popiskiwać itd jak wejdę do domu. Na razie mi się nie udało tego przeczekać. Od A. wiem, że przy jej powrocie aż tak nie szaleje. A więc znów pępowina i rzecz do pracy.

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

nadal o klatkowaniu

Przeniosłyśmy wczoraj klatkę Luny do pokoju, w którym swój mały domek ma Fenka. Lu ma klatkę pod stołem skoro okazało się, że dobrze jej służy osłonięta klatka prześcieradłem. Kiedy położyłam się do łóżka przyszła na swoje stałe miejsce, chyba szukała klatki. Nie znalazła jej więc położyła się na podłodze. Po chyba godzinie odprowadziłam ją do klatki do drugiego pokoju z komendą na miejsce. Lu całą noc przespała w otwartej klatce (albo większość nocy, w każdym razie nie spała na panelach w sypialni).

Zostawiona rano na jakieś 15 czy 20 min w domu z innymi psami (również w klatkach) ‘nawet nie skopała kocyka’. Efekty i łatwość klatkowania oraz jej spokój mnie zadziwiają i też cieszą. Przy jej skłonnościach do ‘bobrowania’ po całym domu gdy zostaje sama, zjadania dziwnych rzeczy, rozwlekania ich itd – oswojona i akceptowana klatka jest bardzo bezpiecznym rozwiązaniem. 

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

podnosimy poprzeczkę

Jako, że spotykanie Fen i Cha na zewnątrz po okresie niewidzenia się powodowało awanturki postanowiłyśmy zmienić system i jednak witać psy w domu. Z moich obserwacji Lu spokojniej wtedy reaguje na psy. I faktycznie to się sprawdziło. Najpierw spróbowałyśmy powitania gdy F i Ch były luzem w mieszkaniu a kolejnym razem zostały wypuszczone z klatek dopiero po naszym wejściu. Mamy pełen sukces, żadnego awanturowania się.

Jeśli chodzi o klatkę to wczoraj Lu dostała nową/używaną pożyczoną od Deksia i dodatkowo okryłam jej górę i bok prześcieradłem. Młoda przespała w niej większość nocy chowając się w tej osłoniętej części, w dodatku sama, niezachęcana dwukrotnie do klatki poszła się położyć. Zaczynamy ćwiczyć zostawanie w klatce samodzielnie w mieszkaniu.

Dodatkowo odkryłam, że Lu mocno się ode mnie odkleiła. Zdarzało się, że zostawiałam ją w pracy na chwilę i szłam do sklepu. Kończyło się to zwykle jej płaczem pod drzwiami. Ostatnio dwukrotnie została w fundacji na parenaście/paredziesiąt minut i było super. Dziś została z A. i psami na cały dzień i wcale nie płacze, jest wyluzowana i nawet jeśli tęskni to tego nie okazuje. Bardzo mnie to cieszy, bo jest szansa, ze będzie spokojnie zostawać tam w klatce sama w domu i ogólnie będzie jej łatwiej gdy wychodzę dokądkolwiek.

Posted in Uncategorized | Tagged , | Leave a comment

psie relacje społeczne

Obserwowanie jak trzy skrajnie różne psy funkcjonują ze sobą jest ostatnio jedną z moich ulubionych zabaw. Ich błyskawiczne przechodzenie od darcia się na siebie i zębów przy powitaniu, po to, żeby 20m dalej iść już razem na zupełnym luzie, jeszcze mnie zadziwia. Już się ogarnęły, już w domu nie ma żadnych zębów na wierzchu, żadnej obsesyjnej zazdrości i awantur, a jak się widzą po niedługiej nawet przerwie to znów kłótnia (to głównie Luna).

Fenka kocha Lunę. Kocha ją miłością wielką choć krótką. Przychodzi do niej co chwilę, trąca noskiem, obwąchuje, zdarza jej się nawet położyć obok i przytulić (a Fenka nie jest psem, który się przytula do ludzi i innych psów). Potrafi leżeć przed nią i pokazywać jej swoją najnowszą zdobycz a jednocześnie obecnie ukochaną zabawkę czyli pogryzioną skarpetę. Wygląda jakby zachęcała Lu do zabawy.

Fenka za skarpetę zrobi każdą sztuczkę jaką zna. Luna widząc nasz zachwyt nad Fenkowymi sztuczkami bardzo zaczęła się interesować skarpetą uznając, że ten dziwny obśliniony przedmiot jest źródłem uwagi ludzkiej i zachwytów. Pobrała więc skarpetę kilkakrotnie i nawet ją obżuła. Fen przygląda się uważnie, ale nie robi awantury o ten zasób 😉

Charlie nadal statecznie obchodzi Lu, choć już mniej. Już nie dostaje batów za każde wpadnięcie na nią. Lu się przyzwyczaiła i przestała na to reagować, więc też Charlie choć nadal uważny – przestał się aż tak bać przechodzić obok młodej.

Z tych opisów właściwie wygląda na to, że Lu sterroryzowała oba psy, ale to nieprawda. Są oba na nią uważne, pilnują się, żeby jej nie zaczepiać, ale ona też cudownie przestała reagować na wpadanie, obijanie się, chodzenie po pokoju 15 razy tam i z powrotem, ekscytację psią, ciasne przejścia z trzema psami na powierzchni metra kwadratowego itd. 🙂

Dodam jeszcze tylko, że nadal się klatkujemy i obecnie Lu śpi w zamkniętej klatce a z jedzeniem i w zamkniętej spędza sama w pokoju po kilkanaście minut.

Posted in Uncategorized | Tagged , | 1 Comment

stado w obiektywie

Chwilę po pierwszym wspólnym wejściu do domu – bo współpraca się opłaca i dają za nią żreć 😀 (od lewej Charlie, Luna, Fenka)

Obrazek

Być przewodniczką dwóch suk na raz to dopiero wyzwanie.. no chyba, że TAKICH suk 🙂 Luna po lewej, Fenka po prawej.

Obrazek

Jeszcze się ogarniamy (zdjęcie z 2go wspólnego dnia), ale już wiemy, że najbardziej na świecie opłaca się siedzieć obok siebie bez awantur bo za to dają żarcie:

Obrazek

W mieszkaniu funkcjonujemy już na totalnym luzie (Fena w stadium ducha, Luna wypatruje żarcia a Charlie przytula się do nas tyłkiem):

Obrazek

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

o stadzie z innej perspektywy

Pisałam o tym, że charakter i zachowania poszczególnych psów w stadzie zasługują na osobny wpis. I oto proszę, okazuje się, że ich mama napisała podsumowanie tych 4 dni ze swojej perspektywy. No to zapraszam do lektury Krzaka Turlaka (i koniecznie zobaczcie zdjęcia Fenutki z czasów jak była maluteńkim szczeniorkiem).

Dodam tylko, że Charlutka uważne i powolne chodzenie po domu i ewidentne zapamiętywanie, gdzie leżała Lu oraz Fenki próby zabawy z nią i przyjazne obwąchiwanie co chwilę rozbrajały mnie kompletnie 🙂

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

klatka cd.

W ostatnich dniach kontynuowałam pracę nad zaakceptowaniem przez Lunę klatki. Robię to bardzo małymi kroczkami, całe szczęście, że A. jest i mnie w tej kwestii pilnuje 😉

Lu dostawała w klatce jeść (małe porcje, bo reszta nadal na spacerach) 2x dziennie. Na początku dawałam jej jeść w otwartej klatce. Potem Lu całą noc w otwartej przespała, więc w kolejnym kroku jadła w zamkniętej ale przy mnie. Tzn byłam w pokoju, nie zwracałam na nią uwagi, klatka była zamknięta przez około 10 min, Lu grzecznie siedziała i czekała aż ją wypuszczę. Po wypuszczeniu masa głasków i zachwytów.

W następnym kroku dawałam jeść, zamykałam klatkę i wychodziłam z pokoju zostawiając otwarte drzwi. W tej opcji Lu już całkiem długo wytrzymuje. Ostatnia próba dziś rano polegała na zamknięciu jej w klatce i zamknięciu drzwi do pokoju – na krótko, parę minut dosłownie.

Kluczowe jest dla mnie to, żeby Lu się nie zdenerwowała, nie zaczęła szczekać, prosić o wypuszczenie. Na razie przerywamy pracę bo w domu nie mamy klatki, ale zamierzam takową kupić i próbować dalej. Jak na razie ewidentnie Lu klatkę akceptuje, choć zachwycona nią nie jest.

 

Posted in Uncategorized | Tagged | 2 Comments

stado

Lu, Cha i Fen spędziły razem 4 doby. Były ze sobą non stop, głównie w mieszkaniu, w którym sporo jest okazji do bliskiego mijania się psów plus spacery.

Po pierwszej dobie Lu i Fen mocno się pokłóciły. Nie pogryzły ale ‘pożarły’ głosowo, z zajadłością godną większej sprawy 😉 rozdzieliłyśmy je, ofuczałyśmy mocno, ja się bardzo zdenerwowałam co laski natychmiast wyczuły. Obchodziły się potem jak zgniłe jajo, nas przepraszały. Był to ostatni poważny incydent w stadzie. Od tego czasu psy miewały momenty powarkiwania, nawet wyskakiwania z zębami, ale częstotliwość się zmniejszyła, w dodatku zdarzało się też Fen wyskakiwać do Charliego mimo, że jest jej ukochanym bratem i mieszkają razem od paru miesięcy, więc ja przestałam ich pilnować, uznając, że tak po prostu czasem będzie i już.

Charakter i zachowania każdego z psów zasługują na osobny opis, ale na ten moment dla sprawy oswajania Lu z dwójką nowych psów ważne jest to, że Charlie nie widzi. To oznacza, że zdarza mu się wpadać na sprzęty w domu (ale tylko jeśli się je nieopatrznie przestawi, bo ogólnie pamięta ich układ), na ludzi oraz na psy. To ostatnie właśnie było jedną z przyczyn awantur między nim a Lu, która jeszcze nie rozumiała, że Cha tak ma.

Drugi powód do kłótni to zabieganie o uwagę człowieka. Na początku była to bardziej zazdrość: mamo nie głaszcz jej/jego, Ty jesteś moja! (i tu mam wrażenie, że Lu głównie robiła o to awantury odganiając zębami Charliego i Fenkę). Z biegiem czasu ‘nie głaszcz innego psa’ zamieniło się w ‘głaszczesz ją/jego? pogłaszcz i mnie!’, a zęby pozostają schowane.

Inne potencjalnie drażliwe momenty okazały się mniej istotne (wychodzenie na i powrót ze spaceru, karmienie, poranne wypuszczanie z klatek i pokoi gdyż psy spały porozdzielane). Tzn te sytuacje nie były trudne chyba, że w ich trakcie wystąpiło jedno z powyższych, czyli wpadnięcie Cha na Lu bądź jej zazdrość o moją uwagę skierowaną do innego psa. Nauczyłyśmy się z A. ostrzegać Charliego, że Lu jest na jego drodze a ja z kolei zawsze kiedy chciałam pogłaskać Fenkę albo Cha, drugą ręką dotykałam Luny i nie pozwalałam psom się w tym czasie za bardzo do siebie zbliżać. No i za każdym razem gdy choć ząb się pojawił na horyzoncie psy dostawały jasne ostrzeżenie, że to ‘źle’ i że mają ‘ogarnąć d***py’.

Co ciekawe nie było chyba ani jednej walki o jedzenie. Psy skupiały się na osobie rozdzielającej smaczki i nie było sytuacji, żeby próbowały sobie żarcie wyrywać, tylko każde grzecznie czekało na swoją kolej (a dostawały wszystkie po równo zawsze).

W trzeciej dobie psy funkcjonowały obok siebie praktycznie bez warków. Wpadanie Charliego przestało robić na Lu wrażenie, Fena odczuliła jej swoje łażenie po pokoju w te i wewte po 16 razy.

Fena zaczęła w pewnym momencie zachęcać Lu do zabawy oraz chciała bawić się z Cha. Nie pozwalałyśmy na to, bo ich zabawy polegają na obgryzaniu się i bieganiu po domu a nie miałyśmy pewności co na to Luna. Dziś jednak pozwoliłyśmy im zadecydować kto i co chce zrobić w ramach zabawy. Fen zachęcała Lunę, ta to ignorowała 😉 Cha swoim zwyczajem rozwarł paszczę i objął nią pysk Luny, ona znów ignor ale na luzie, gdy Fen i Charlie zaczęli się szarpać, Lu podbiegła do nich ze swoim charakterystycznym burczeniem (zawsze jak się podnieci zabawą wydaje z siebie burki, które dla niewprawnego ucha brzmią jak warczenie, ale nim nie są). Na to Fen i Cha przestali na chwilę ale gdy Lu odeszła oni pobiegli truchtem za nią. Pięknie wszystkie próbowały choć na razie im to nie wychodzi 🙂 i jak znam relację Lu z Deksiem (Borderem, którego Lu zna od szczeniaka), młoda raczej w zabawy nie wejdzie, no chyba, że ta zwariowana dwójka ją tego nauczy 🙂

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment

o tym jak powstało stado i o klatce

Lu poznała Fenkę i dogadała się z nią. Lu i Charlie doszli do etapu spokojnego dotykania się, mijania, bycia obok siebie w zgodzie. Przyszedł czas na spotkanie we trójkę. Tym razem postanowiłyśmy zrobić skok na głęboką wodę – wszystkie trzy psy na raz i od razu. I udało się! były pojedyncze wyskoki, warki, napięcie, ale po jakiś 15 minutach na dworze wszystkie trzy psy weszły razem do domu. Było kilka kłótni, głównie między Lu i Cha, ale psy ogarniają się właściwie bez naszej pomocy.

Przy okazji zaczęłam próbować sklatkować Lu. Czyli przyzwyczaić ją do przebywania w klatce. Różne są na ten temat teorie, ale wiele mówi, że pies akceptujący klatkę, spokojnie spędza w niej czas, łatwo się w niej wycisza i jest mu latwiej ogarnąć emocje.

Zrobiłyśmy pierwszą sesję, tzn Lu zachęcona smakami weszła do klatki, na końcu której była mała miseczka jedzenia (nadal jesteśmy w trybie jedzenia na zewnątrz w trakcie pracy więc tutaj mamy wyjątek). Po zjedzeniu wyszła. Zachęcona ponownie jedzeniem weszła jeszcze raz do środka, zasłoniłam jej sobą wyjście prosząc, żeby usiadła. Usiadła a potem wyszła. Na tym etapie nie ma mowy o próbach zamykania psa, na razie oswajamy samo bycie w środku.

Posted in Uncategorized | Tagged , | Leave a comment

Luna i Charlie – spotkanie 2

Drugie spotkanie z Cha nastąpiło kilka godzin po pierwszym. Charlie wyszedł z budynku z A. Lu lekko rozhisteryzowana ale bez większych jazd. Szliśmy w sporym oddaleniu od siebie na początek. Na łączce się zbliżamy. Lu spokojna, nie robi wyskoków, Cha tym bardziej, zresztą to nie on tutaj jest od wyskakiwania i zaczepiania zębnego. Decydujemy się spuścić Lu ze smyczy, z Charliem nie jest tak prosto – nie widzi, nie może chodzić bez kontroli w terenie, na którym są płotki, drzewa itd. Zresztą on nie jest smyczowym terrorystą.

Lu z własnej woli nie podchodzi do niego, A. kusi ją smaczkiem. Przy jedzeniu dochodzi do poważnego spięcia. Lu wyskakuje do Charliego, ten jej oddaje mocno na tyle, że młoda przychodzi do mnie się poskarżyć. Ale nie ma pocieszania, sama wyskoczyła – takie są konsekwencje. Lu zaczyna go omijać. Chodzi bez smyczy, ewidentnie obawia się podejść. Drepczemy tam i z powrotem po łączce obserwując krążącą wokół nas Lu. Młoda wysyła pojedyncze CSy, co jest niesamowite, nie widziałam jej CSującej przy nowym psie. Zawsze była reakcja konfrontacyjna, wyskoki itd. Ale może też dawno nie przetrzymałam tej konfrontacji i nie pozwoliłam na dalsze interakcje. Panika jej minęła i zdecydowała się podejść blisko. Charlie zjeżył się na całym grzbiecie, ale totalnie dzielnie wytrzymał tę bliskość. Rozeszły się, ale Lu ewidentnie zaczęła dążyć do kontaktu, trochę jakby sprawdzała czy jak podejdzie blisko to dostanie w skórę czy nie. Ale nie z Charliem takie numery. Pozwalał jej podchodzić, wcale nie zaczepiał, ona też przestała! nagle, w przeciągu sekund i minut psy zaczęły być obok siebie bez awantur.

Ruszyłyśmy w stronę mieszkania A., żeby odstawić Charliego i pobrać Fenkę. Lu ewidentnie chciała iść z A. i Charliem. Parła za nimi do przodu, do budynku, wykorzystałyśmy to, weszłyśmy na klatkę. Pod mieszkaniem A. Luna odtańczyła hopki galopki pięć razy obchodząc A. i Charliego w kółko, ósemką i co tam jeszcze się dało. I nic. Cisza, spokój, psy na luzie.

Nie wiem gdzie i kiedy nastąpił przełom. Czy to był ten moment, kiedy spuściłam Lu ze smyczy, ona zaczepiła Cha, ten jej przyłożył jasno mówiąc: nie podskakuj a potem ja jej jasno zaznaczyłam, że ja jestem w stadzie (stojąc z A. i Cha) i ona też może być o ile przestanie atakować? A może Cha w sposób totalnie przez nas niezauważalny powiedział jej: laska, wyluzuj, nie zjem Cię tylko nie mnie nie gryź.

Posted in Uncategorized | Tagged , | Leave a comment